środa, 16 października 2013

Looking on the bright side of Yosemite


Ciężko było nam się zaprzyjaźnić z Yosemite. Po pierwszym dniu, czuliśmy się trochę zawiedzeni. Fakt, mogliśmy wcześniej przeczytać o tym, że jesienią w Yosemite nie można spodziewać się wodospadów, ale i tak niesmak pozostał. Drugiego dnia Park okazał się również nieprzyjazny. Powitał nas przenikliwym chłodem, ale mimo tego nie daliśmy za wygraną i odwiedziliśmy gigantyczne sekwoje w Mariposa Groove oraz Glacier Point. Wieczorem czekał nas powrót do cywilizacji, czyli pierwsze duże miasto od ponad tygodnia zwiedzania bezkresnych równin - stolica Kalifornii, Sacramento.
...
It was hard for us to became friends with Yosemite. After the first day we felt a little disappointed. It was a fact that we could read about that during fall in Yosemite you can not expect waterfalls, but this didn;t turn us to better mood. On the second day the park was also unfriendly. We were welcomed by the cold, but we still did not gave up and visited the giant Sequoias in Mariposa Groove and Glacier Point. At the evening, we were goting to return to civilization - Sacramento.





Drugi dzień w Yosemite rozpoczęliśmy od śniadania w naszym pokoju hotelowym. J. wsiadł w auto i posiłkując się wskazówkami pani z drogerii CVS, dotarł do Pionieers Market, gdzie udało się zakupić podstawowe składniki na kanapki. Trzeba przyznać, że zdobycie w USA dobrych bułek jest zadaniem arcytrudnym. W marketach są stoiska z pieczywem, nawet czasem wypiekanym na miejscu, ale w porównaniu z pieczywem z polskich piekarni, można je zestawić co najwyżej z wczorajszymi kajzerekami. To jest jedna z rzeczy, których brakuje za wielką wodą. Z dobrze wypieczonymi bułkami, czy też chrupiącymi bagietkami, spotkaliśmy się jedynie w droższych restauracjach. Mimo tego, że w Polsce takie "napompowane" bułki musielibyśmy chyba jeść pod przymusem, to w środkowej Kalifornii były one wręcz rarytasem. Obok pieczywa, także innym "organicznym" produktom daleko do polskich, ale to temat na osobny post. Po śniadaniu wymeldowaliśmy się z naszej lodżdży, a oczy i auto skierowaliśmy w stronę Mariposa Groove, gdzie spodziewaliśmy się zobaczyć gigantyczne sekwoje. Termometr nieubłaganie wskazywał coraz niższą temperaturę. Nawet rozgrzewająca muzyka na niewiele się zdawała. Po przekroczeniu bramy Parku, skręciliśmy w prawo i po kilku minutach zawitaliśmy na parking, gdzie szukając miejsca, spędziliśmy kolejne kilkanaście minut. Parking był zdecydowanie za mały i dopiero po jakimś czasie zwolniło się miejsce. W tym czasie zdążyliśmy przyodziać ciepłą odzież i zjeść przekąskę. Po wyściu z samochodu, momentalnie zesztywnieliśmy z zimna. Zapoznaliśmy się z prowizoryczną mapką (za dokładniejszą mapkę trzeba było dodatkowo zapłacić), po czym jak najszybciej ruszyliśmy przed siebie. Z jednej strony, aby jak najkrócej być na tym zimnym powietrzu, z drugiej zaś, aby chociaż trochę rozgrzać się od szybkiego marszu. Majestatyczne drzewa otaczały nas podczas spaceru. Niestety, w Mariposa Groove byliśmy tylko na chwilę, więc nie mieliśmy wiele czasu, żeby kontemplować ich ogrom. Z ciekawostek możemy wymienić pomocnego Francuza, maniaka fotografii, który nie potrafiąc ni w ząb po angielsku, postawił sobie za punkt honoru zrobienie nam perfekcyjnego zdjęcia z drzewem Grizzly Giant. Ujęcie jest o tyle trudne, że kazał nam się ustawić bezpośrednio pod drzewem, które ma ponad 60 metrów wysokości. Doceniamy upór szanownego Pana i serdecznie pozdrawiamy. Innymi ciekawym jegomościem był jakiś Niemiec, który mimo tego, że Yosemite nawiedziły w tym roku ogromne pożary, a las gigantycznych sekwoi specjalnie zabezpieczano przed ogniem, z uporem zaciągał się papierosami. Jego rozbiegane oczy wskazywały na to, że nałóg robił swoje i pewnie jakby trzeba było, to zapałki odpalał by nawet od stojącej kilka metrów za nim gigantycznej sekwoi. Trzecią osobą, był pewien zrzędliwy Amerykanin, który pod nosem wyzywał wszystkich, którzy robili sobie zdjęcia pod California Tunnel Tree. Nie mógł zrozumieć, czemu wszyscy chcą mieć zdjęcie stojąc pod tym drzewem, a nie samego drzewa. Po obejrzeniu najbardziej znanych drzew, wróciliśmy do samochodu. Przed nami Glacier Point - ostatni punkt na trasie po Yosemite, jednocześnie ostatnia deska ratunku dla Parku. Jadąc powoli po krętych górskich ścieżkach za staruszkami w mustangu cabrio, zastanawialiśmy się, czy w Yosemite coś zachwyci nas na tyle, że nie będziemy żałować tego, że spędziliśmy tu dwa dni, a nie tylko jeden.
...
The second day in Yosemite we started with breakfast in our room. J. got in the car and based on directions gathered from lady from CVS pharmacy he reached Pionieers Market, where he was able to buy the basic ingredients for sandwiches. It must be admitted that getting good rolls in the U.S. is a tremendously difficult task . The stores are stalls with bread , sometimes even baked on site , but compared to the rolls from Polish bakeries they can be put together only with yesterday's rolls. This is one of the things that are lacking behind the big water. Rolls, bread is a luxury good in some way. Despite the fact that in Poland we would have probably forced to eat it such inflated rolls, here in central California, they were a rarity. Next to the rolls the other "organic" products are far away from Polish ones, but that's a topic for a separate post . After breakfast we checked out of our lodges, and directed our eyes and the car toward to Mariposa Groove, where we expected to see the giant sequoias. The thermometer showed still decreasing temperature. Even warming music hasn't warmed up an air. After crossing the gates of the park we turned right and after a few minutes we achieved the parking lot. There, looking for a place, we spent the next few minutes . The parking lot was far too small and we found vacant position after quite long time. Before we found this place, we were able to put on long pants, warm shirts and eat a snack. When you open the door we figured out that it is freezing. We have read a map and then moved forward as soon as possible to warm up a little. Unfortunately, majestic trees not captivated us as it did in the past interest in other parks. You could see their unique design, but somehow the forest landscape wasn't something which we like the best. Maybe we're weird , or it just we were so cold. The most interesting in Mariposa Grove were the tourists - a helpful Frenchman photo maniac who cannot speak English at all but put a point of making us the perfect photo with a tree Grizzly Giant . This shot is so difficult because we had stand directly under the tree , which is over 60 meters high. We appreciate his persistence esteemed and sincerely salute . Second interesting guys were a couple of Germans who, despite the fact that Yosemite this year hit a huge fire, and forest of giant Sequoyas were specially protected against fire, stubbornly take out a cigarette . Their restless eyes indicated that they was so addicted, that they probably would fire matches by standing a few feet away the giant sequoias. The third person was a grouchy American who criticized those who took pictures under the California Tunnel Tree. He could not understand why everyone wants to have a picture standing under the tree, not the tree itselves. After seeing the most famous trees in Mariposa Groove we returned to the car. Glacier Point - the last point on our Yosemite route, was the last man standing for the park. Going slowly behind folks in the convertible Mustang along the winding mountain paths we wondered whether something in Yosemite delight us so that we will not regret the fact that we spent two days here, not just one.

Pogoda w drodze do Yosemite | Wheather on the way to Yosemite

Sekwoja na parkingu | Sequoia on a parking

Korzeń sekwoi | Sequoias root

Upadły Monarcha | Fallen Monarch

Mała wiewiórka wśród wielkich sekwoi | Little squirrel in giant sequoia forest

Gigantyczne sekwoje | Giant sequoias 

Upadły Monarcha | Fallen Monarch

Gigantyczne sekwoje | Giant sequoias

Wawona Hotel, czyli najstarszy hotel w Yosemite | Wawona Hotel, the oldest hotel in Yosemite

Po dojechaniu do Glacier Point, patrzeliśmy z niedowierzaniem na wskazania termometru. Było jeszcze zimniej niż w Mariposa Grove. W przewodniku wyczytaliśmy, że spacer do Glacier Point zajmuje ponad godzinę. Odkopaliśmy ostatnie kostki czekolady Hershey's, szukając w nich motywacji do przejścia w tym arktycznym klimacie kilku kilometrów. Nadzieją było też to, że po parkingu kręciło się podejrzanie dużo ludzi z białymi kubeczkami nad którymi unosiła się lekka mgiełka świeżo zaparzonej gorącej kawy. Wiedzeni zapachem, odnaleźliśmy sklep z pamiątkami połączony z małym bufetem. Niezwłocznie zamówiliśmy dwa solidne kubki arabiki. W plecaku odszukaliśmy nasze ostatnie zapasy - dwie nieco wygniecione kanapki. Pokrzepieni kawą, wolno wysunęliśmy nosy z bufetu. Nadal było zimno. Zacisnęliśmy więc kaptury i tak zawinięci ruszyliśmy na szlak. Cel osiągnęliśmy po... 5 minutach! No dobra, nie pięciu. W sumie, to było tak z trzy... Na prawdę nie wiemy co autor przewodnika miał na myśli, pisząc o ponad godzinnym spacerze i średnio-zaawansowanej trasie. W tym przypadku byliśmy zadowoleni z błędu w przewodniku. Mimo przenikliwego zimna, było to coś, na co czekaliśmy od początku wizyty w Yosemite. Z Glacier Point rozciągał się wspaniały widok na całą dolinę. Po środku królował Half Dome, zaś z prawej strony widać było wodospady Nevada i Vernal. W tym miejscu można poczuć się jak na dachu świata. Różnica punktu widokowego do doliny to prawie 1 kilometr. Robi to piorunujące wrażenie.
...
 Once we reach the Glacier Point we looked in disbelief at the display of thermometer. It was even colder than in the Mariposa Grove. In guidebook we read that a walk to Glacier Point takes over an hour. We dug last blocks of Hershey's chocolate, looking at them as a motivation to go through this arctic climate for several kilometers . Additional hope for us was also the fact that around the car there were a lot of people with suspicious white cups in their hands. It had to be freshly brewed coffee! Based on smell we found gift shop combined with a small buffet. We immediately ordered two strong cups of Arabica . In our bag we found two wrinkled little sandwiches. After finishing coffee we checked out outside weather. It was still cold. We wrapped hoods and set off on the trail. We achieved end of trail after... 5 minutes ? Okay, not five . All in all it was just the three ... I really do not know what the author of the guide had in mind when writing about more than an hour of hiking and medium- high- trail to Glacier Point. In this case, we were pleased with this error in the guide. Despite the cold, it was what we expected from Yosemite since we came there. View of the whole valley from Glacier Point was magnificent. In the middle there was a Half Dome. On the right you could see Nevada and Vernal Falls. This is where you can feel like you are on top of the world . The elevation difference between viewpoint and the valley is almost one kilometer . It is an electrifying impression!

Nasz motywator | Our motivator

Zwisająca Skała | Hanging Rock

Glacier Point inspiracją dla artystów. Ciekawe, że rysowała to cała rodzina, wymieniając się co jakiś czas ołówkami.
Co więcej, mieli nawet prowiant na cały dzień |
Glacier Point is the inspiration for an artists. Its funny that this drawing was made by whole family.
Members has been switching after a while. They also had food for whole day

Nevada & Vernal Falls

Nevada Fall

Widok z Glacier Point | View from Glacier Point

Widok z Glacier Point | View from Glacier Point

Half Dome

Wielka szyszka | Giant cone

Glacier cat

Nevada & Vernal Falls

Half Dome

Nevada & Vernal Falls

Fotogeniczna wiewiórka | Photogenic squirrel 

Fotogeniczna wiewiórka | Photogenic squirrel 

Fotogeniczna wiewiórka | Photogenic squirrel 

Fotogeniczna wiewiórka | Photogenic squirrel 

Fotogeniczna wiewiórka | Photogenic squirrel

Wracając z Glacier Point czuliśmy, że nawiązaliśmy w końcu więź z Yosemite. Nawet to, że przejeżdżając przez Dolinę Yosemite dwa razy pomyliliśmy drogę na zawiłych uliczkach parku nie zmieniło tego dobrego wrażenia. Park opuszczaliśmy drogą 120 przez Groveland. To ten region nieco ponad miesiąc przed naszym przyjazdem nawiedziły ogromne pożary. Przy drodze nadal stały poustawiane znaki zakazujące wjazdu do lasu. Na zboczach, które mijaliśmy, widać było tylko pojedyncze czarne pnie. Wszystko wypalone do gołej ziemi. Widząc ten surowy widok, zrozumieliśmy, że nie każdy Park Narodowy trzeba polubić i zrozumieć od razu. Z Yosemite jest trochę jak z trudną miłością. Ma wzloty i upadki, ale jest w tym wszyskim coś magicznego. W Groveland zaplanowaliśmy obiad w najstarszym w Kalifornii, nieprzerwanie działającym saloonie. W przewodniku A. wyczytała, że koniecznie trzeba wstąpić tam na burgera z bizona. Takiego sławnego lokalu nie mogliśmy przegapić. Szyld Iron Door Saloon widać było z daleka. Zaparkowaliśmy auto i wdrapaliśmy się na drewniany ganek w kowbojskim stylu. Chwilę męczyliśmy się z otwarciem drzwi. Po otwarciu, naszym oczom ukazał się bardzo ciekawy widok. Przy barze siedziało kilka osób, kolejne kilka stało przy stolikach. Nie byli to jednak turyści, a raczej miejscowi. "Dress code" obowiązujący w lokalu był dość specyficzny. Połączenie wiejskiej mody z klasyczną bulreską. Wisząca na ścianie ręka wskazała nam kierunek: Tu idź, jeśli chcesz zjeść. Za drzwiami znajdowało się drugie pomieszczenie, a w nim lada, za którą stała kelnerka. Pasowała idealnie do panujących reguł ubioru, a jej makijaż i flegmatyczny sposób bycia nasunął nam ciekawe skojarzenie. Pani kelnerka wyglądała jak postać z rodziny Addamsów połączona z Gnijącą Panną Młodą Burtona, z nutą kowbojskiego stylu. Na szczęście, w menu udało nam się znaleźć upragniony burger z bizona. Chcieliśmy zamówić jeszcze coś na deser, ale jak poprosiliśmy drugi raz o menu, otrzymaliśmy inne niż za pierwszym razem, ale nie zawierające deserów. W całym lokalu czuć było stęchliznę, co potwierdzało jego sędziwy wiek. Z sufitu zwisały jednodolarówki (jak się tam znalazły - nie mamy pojęcia). Podobno w ścianach można znaleźć jeszcze prawdziwe kule, które utkwiły tam w czasie strzelanin, które miały miejsce jeszcze w XIX w. Jedyne, co zaburzało ten wiekowy wystrój, to rzutnik do karaoke.
...
Returning from Glacier Point we felt that at the end we established the bond with Yosemite. Even the fact that driving through Yosemite Valley we went wrong road twice on the winding streets of the park hasn't changed a good impression . We left park by road 120 through Groveland . In that region just over a month before our arrival struck a huge fires. The road still standing a signs forbidding entry to the forest. On the slopes we passed , you could see only a single black trunks. Everything burned to the ground . Seeing this raw view , we understand that not every National Park need to like and understand right away. The Yosemite is a bit like a difficult love. It has ups and downs, but there's something magical in it. We planned dinner in Groveland , California 's oldest , continuously operating saloon . A. read in a guide that it is necessary to enter there for a bison burger . Such a famous place , we could not miss. Iron Door Saloon sign could be seen from afar. We parked the car and climbed up on the wooden cowboy style porch. Moments struggled a bit with the opening of the door. Once opened, we saw a very interesting view. At the bar sat a few people , another couple was at the tables . They were not tourists, they must be locals. " Dress code " working in the apartment was quite specific. The combination of classic country fashion with burlesque. Hanging on the wall hand pointed us in the direction : go here if you want to eat . Behind the door was a second room , and the counter, behind which stood a waitress. She fits perfectly to the prevailing rules of dress , and her make-up and cool-headed way of being pushed us interesting combination . Mrs waitress looked like a character from The Addams family combined with Burton's Corpse Bride and a hint of cowboy style . Fortunately , the menu we have found the coveted bison burger . We wanted to order something for dessert , but we asked a second time about the menu , we received other than the first time , but not including desserts. The whole place smelled musty, which confirmed his old age . On the ceiling there were dollar bills , how they got there we do not know . Apparently the walls you can find real bullets that lodged there during the shootings that took place in the nineteenth century only thing that disrupted the age decor was projector for karaoke .

Panorama całej Doliny Yosemite | Panorama of Yosemite Valley

Widok z Tunnel View | View from Tunnel View

Widok z Tunnel View | View from Tunnel View

Krajobraz po pożarze w Yosemite | Landscape after rim fire at Yosemite

Krajobraz po pożarze w Yosemite | Landscape after rim fire at Yosemite

Krajobraz po pożarze w Yosemite | Landscape after rim fire at Yosemite

Informacja o pożarze w Yosemite | Information about rim fire in Yosemite

Iron Door Saloon

Iron Door Saloon - dolary na suficie | Dollars on Iron Door Saloon's ceiling

Iron Door Saloon

Iron Door Saloon

Iron Door Saloon

Głowa bizona przypominająca o specjalności zakładu | Head of buffalo resembling of house specialties

Iron Door Saloon - burger z bizona | Iron Door Saloon - buffalo burger

Iron Door Saloon

Z Groveland do Sacramento zostało nam do przejechania 120 mil. W powietrzu czuć było zapach winnic, a na twarzach ciepło zachodzącego słońca. Zostawialiśmy za sobą szalone góry Sierra Nevada. Przed nami - stolica stanu Kalifornia. Można powiedzieć, że opuszczając Yosemite zamknęliśmy jeden z rozdziałów naszej podróży. To był ostatni park narodowy na naszej trasie. Nie znaczy to jednak, że w kolejnych dniach nie czekały na nas kolejne rozrywki i przygody.
...
From Groveland to Sacramento we had to drive 120 miles. In the air it was the smell of the vineyards, and on the faces we felt the warmth of the setting sun. We left behind wild mountains of the Sierra Nevada. Before us - the capital of the state of California. You could say that leaving Yosemite we closed one chapter of our journey. That was the last national park on our route. This does not mean that in the coming days there waiting for us another fun and adventure.

Wśród winnic ku zachodzącemu słońcu | Through vineyards in direction of setting sun

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz