Po mile spędzonych chwilach i niezapomnianych wrażeniach w wyluzowanym San Diego, czekała nas niezbyt długa przeprawa do Miasta Aniołów. Oczywiście, ostatnie godziny na gorącym południowym wybrzeżu Kalifornii wykorzystaliśmy, jak na prawdziwych urlopowiczów przystało, wylegując się na plaży i podziwiając piękne widoki otaczającej zatoki Mission Bay.
...
After a pleasant time and unforgettable moments that we had during our stay in the laid back San Diego, in front of us was a short passage to the Angeltown. Of course, the last time on a hot southern coast of California, we used, as befits a real vacationers, lounging on the beach and enjoying beautiful views of the surrounding Mission Bay.
Wyświetl większą mapę
 |
| Wyspa Fiesta Island w zatoce Mission Bay | The Fiesta Island in the Mission Bay |
 |
| Wyspa Fiesta Island w zatoce Mission Bay | The Fiesta Island in the Mission Bay |
 |
| Wyspa Fiesta Island w zatoce Mission Bay | The Fiesta Island in the Mission Bay |
 |
| Wyspa Fiesta Island w zatoce Mission Bay | The Fiesta Island in the Mission Bay |
Po powrocie z plaży i wymeldowaniu z naszego hotelu, podekscytowani ruszyliśmy drogą numer 5 na północ. Mimo, że San Diego bardzo przypadło nam do gustu, nie mogliśmy się już doczekać powrotu do Los Angeles. Tym bardziej, że zamierzaliśmy się zatrzymać w prywatnym apartamencie, tuż przy klimatycznej (i jak się później okazało bardzo specyficznej) the Venice Beach! I tym razem lokalizacja nas nie zawiodła, tak samo zresztą, jak to, co zobaczyliśmy przez okna naszego mieszkania, przekraczając próg. Właśnie tak wyobrażaliśmy sobie nasze ostatnie dni w USA!
...
After returning from the beach and check out of our hotel, we went to the north a road number 5. Despite the fact that San Diego really accounted for our taste, we could not wait to return to Los Angeles. The more that we wanted to stay in a private apartment, right on beautiful (and as it turned out very specific) the Venice Beach! And this time the location did not disappoint us, for that matter, like what we saw through the windows of our apartment, crossing the threshold. This is exactly how we imagined our last day in the USA!
 |
| Widoki z naszego apartamentu, wprost na Venice Beach! | The beautiful view on the Venice Beach from our apartment! |
Po paru minutach wytchnienia, postanowiliśmy czym prędzej udać się na miasto, nie marnując czasu. Tego popołudnia, zaplanowaliśmy prawdziwą ucztę dla naszego podniebienia! Na celowniku bardzo popularna, przez co ponoć często zatłoczona, Joe's Restaurant. Według naszego przewodnika, ta mała restauracyjka, dzięki sporej liczbie gości i uznania, w krótkim czasie rozrosła się do całkiem pokaźnych rozmiarów, a najlepsze stoliki zajmowane są przy znajdującej się na uroczym patio, nieco ekscentrycznej fontannie. Trzeba jednak pamiętać, że większość knajp w Los Angeles otwieranych jest po przerwie między porą lunchu a kolacją, dopiero około godziny 18. Tak też było i w tym przypadku, aby więc coś zjeść, musieliśmy jeszcze trochę poczekać. Na szczęście, restauracja ta znajdowała się na tyle blisko Venice Beach, że bez problemu mogliśmy w tym czasie przespacerować się jeszcze chwilę po nadmorskiej promenadzie. Wśród tłumu turystów różnego pochodzenia, czuliśmy się trochę nieswojo. Efekt potęgował fakt, że co chwilę jakiś "zielony doktor" proponował nam swoje usługi, a bujający się na boki Afroamerykanie, na siłę próbowali wcisnąć, oczywiście za drobną opłatą, jakieś płyty CD ze swoją wątpliwą twórczością. O równej godzinie 18.00 wróciliśmy z powrotem do Joe'a, jeszcze bardziej głodni niż wcześniej. Jako, że byliśmy pierwszymi klientami, trafił nam się zaszczyt zajęcia miejsca przy owej fontannie. Kelner podał nam specjalnie ułożoną na tamten wieczór kartę menu i nieco niepewnie zapytał, skąd dowiedzieliśmy się o ich restauracji. Po niespełna paru minutach, złożyliśmy już zamówienie. A. zdecydowała się na wolno pieczoną pierś kurczaka z ziemniakami i puree Aji Amarillo, podaną w towarzystwie szpinaku, babki lancetowatej, czerwonego wina i oblaną gorzką czekoladą. J. tym razem postawił na rybę w postaci nowozelandzkiego łososia, z kalafiorem "kuskus" i marynowanymi winogronami. Na deser A. wybrała jabłkową panna cottę z sosem karmelowym i sorbetem, a J. - ciastko czekoladowe z kandyzowanymi orzechami i kawowym lodem. Całość smakowała wprost obłędnie. Witaj ponownie, LA!
...
After a few minutes of rest, we decided to go to the city as soon as possible. This afternoon, we planned a real feast for our mouth! We decided to go to the very popular and often very crowded restaurant, called the Joe 's Restaurant. According to our guide, this small restaurant because of large number of guests and tasty food, in a short time has grown into quite a decent size restaurant, and the best tables are located on the charming patio, near a bit eccentric fountain. Most of restaurants in Los Angeles after the break between lunch and dinner, aren't opened until about 6 pm, so we had to wait a little longer to get something to eat. Fortunately, the Joe's Restaurant was so close to Venice Beach so it was no problem for us because at that time we could take a short walk along the seafront promenade. Among the tourist traps of different origin, we felt a little uncomfortable. The effect was intensified by the fact that every now and then some "green doctors" suggested to us their services and some African-Americans were trying to sell us some CDs with his dubious works. About equal to 18.00, we returned back to Joe, even more hungry than before. As we were the first customers, we could take the place of honor at this fountain. The waiter gave us a specially arranged for that evening menu and hesitantly asked us where we learned about their restaurant. After less than a couple of minutes, we placed orders already. A. decided to slow roast chicken breast with mashed potatoes and Aji Amarillo puree in the company of spinach, plantain , red wine and dipped in dark chocolate. J. this time chose the fish in the form of New Zealand salmon with cauliflower "couscous" and pickled grapes. For dessert A. chose the apple panna cotta with caramel sauce and sorbet, and J. - chocolate cake with candied walnuts and iced coffee . Everything tasted insanely. Welcome back, LA!
Wyświetl większą mapę
 |
| Ekscentryczne Venice | The eccentric Venice |
 |
| Ekscentryczne Venice | The eccentric Venice |
 |
| Ekscentryczne Venice | The eccentric Venice |
 |
| Pyszny nowozelandzki łosoś w Joe's Restaurant | Very delicious salomon in the Joe's Restaurant |
 |
| Fontanna Joe'go | The Joe's fountain |
 |
| Pyszny nowozelandzki łosoś w Joe's Restaurant | Very delicious salomon in the Joe's Restaurant |
 |
| Wolno pieczona pierś kurczaka w Joe's Restaurant | Slow roasted jidori chicken breast in the Joe's Restaurant |
 |
| Ciastko czekoladowe | The chocolate crunch cake |
 |
| Jabłkowa panna cotta | The apple panna cotta |
 |
| Widok na Venice | View of Venice |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz